Saturday, 7 March 2015

JestemKobieta-WbrewWszystkiemu!




Ostatnio ogarnelam wzrokiem strone "Chu...ej Pani Domu"...i poczulam sie lepiej.I to nie dlatego ,ze pozwalam brudowi wylegiwac sie w moim domu czy dostalam kilka nominacji do tego tytulu z racji zrobienia"golabkow bez ryzu"-i wowczas z podziwu wyjsc nie moglam ,jak "szybka" jestem ,i jak miesne sa one po zrobieniu!...czy... ,a zreszta co bede sie tu rozpisywala...moja Siostra powtarza -Twoje potrawy nie zawsze wygladaja dobrze ,ale za to jak smakuja!-no !i udaje ,ze tak wlasnie ma byc!...

W latach 20-stych mojego zycia bylam ortodoksyjna przeciwniczka 8Marca-uwazalam to bezsprzecznie za swieto komunistyczne.Jako buntownik wszystkiego co popularne nie moglam poplynac z fala tego   ,co inne kobiety czerpaly "bukietami".Finalnym produktem tych jakze nieprzemyslanych buntowniczych decyzji jest to,ze jestem i bylam ubozsza o tony produktu from Holland, a mianowicie tulipanow,bo one wowczas krolowaly.
Z wiekiem ortodoks ,ze mnie uszedl...i ,no kurcze kocham kwiaty dostawac ,szczegolne te polne choc o tej porze roku trudno je zobaczyc,wiec Panowie moga byc tez te ze sklepu=)I dont care much ...

Mamy wspaniala wiosenna pogode!14 pokazuje moja komorka ,choc ja czuje chyba ze 20!=)...

Zaczytuje sie wiadomosciami na temat sztuki,rysuje ,maluje z reguly lewa reka,poprawiam a czasami wyrzucam,czym wiecej maluje tym bardziej jestem niezadowolona...
I jak odroznic kicz od tego co wartosciowe?Tego slowa boje sie straszliwie.Jedna wpadka i kicz...wylazi,pelznie wolniutko i szpeci. .Lubie sztuke,surowa,abstrakcje,wowczas otwieramy mala bramke dla naszej wyobrazni...,dla mojej na pewno .

No to udanego 8 Marca!!! =)




Friday, 27 February 2015

WczesnowiosenneTematy

No i nadszedl znowu czas na bloga.Powroty sa ciezkie,tak jak i pierwsze zdanie ,ktore trzeba skonstruowac po tak dlugiej przerwie,bo w sumie nie wiadomo od czego zaczac, i na jaki temat pisac,bo namnozylo sie ich tak wiele.
Po glowie od dluzszego czasu wedruje mi temat naszego rodzimego jezyka,ktory kaleczymy jak mozemy, uzywajac wszedobylskich zdrobnien.ktore mnie wielokrotnie przyprawiaja o stan gotowosci wymiotnej.Jezyk przeslodzony zdrobnieniami  jest  tak infantylny w moim mniemaniu oczywiscie,ze czasami wydaje mi sie ,ze zaczelismy sie uwsteczniac w naszej mowie ustnej  i pisanej .To tak jakby uzycie przypisanego slownikowi slowa parzylo nas w jezyk czy dlonie, kiedy go wstukujemy.Czy potrafimy wyrazic nasze emocje bez uzycia emotikonek?sama sie na tym lapie,ze koniec zdania akcentuje jakims usmiechem ...jakby moj text nie byl wystarczajaco zabawny i bez tego=)o wlasnie tak!Pewnie niektorzy z nas,no i ja tez! maja tak wysublimowane poczucie humoru,ze mogloby to byc ciezkim kawalkiem codziennej literatury  do zgryzienia, gdyby nie pomoc/moc gotowych usmiechow czy innych pomocniczych gadzetow,ktore ulatwiaja nam zrozumienie textu czy ogarniecie uczuc autora.Bo czy KAWA smakuje gorzej od "kawusi"czy "kawki"?czy zwykle HEJ jest macocha "hejka"czy "siemka"?-teraz Hejek i Siemek wygladaja tu jak dwaj homeoseksualisci,do ktorych generalnie nic nie mam,ale w zdrobnieniach i owszem ...to byl chyba zly przyklad.Wiecie co, fakt faktem,nie mnie tu pouczac jakiego jezyka nalezaloby uzywac,niemniej jednak wolno staje sie ortodoksyjna zwolenniczka naszej starej polszczyzny.W tym temacie koniec.

Od trzech dni nie chodze do pracy,bo moj organizm przeszywa wszedobylska niemoc,brak tworczych zapalnikow i pustka-czy juz mam depresje czy to tylko zmecznie materialu?
Czy tez tak macie ,ze kiedy w zyciu wszystko leci uskrzydlonym tokiem wielkich ,puchatych skrzydel - tego wszystkiego  co wam do zycia potrzeba ,to  latwiej jest przezwyciezyc to czego sie nie lubi w naszej codziennosci?
Pasje sa wazne,dzialaja jak maseczka Kleopatry na nasze niezaspokojne zawodowo ego,to takie nasze drugie JA...a czasami pierwsze.

Musze zajac sie ogrodkiem,bo mimo iz,naturalne jest piekne, to o tyle zblakana paczka po "czipsach"pomiedzy doniczkami straszyc moze o tej porze roku, swoimi intensywnymi kolorami i zagraza szarosci !To takie nienaturalne...wyzywajace i bez serca dla reszty szaro-burych odcieni.

Ostatnio (od 3 lat)zastanawiam sie nad polisa na zycie.Nadszedl ten czas ,ze realizuje moj plan i z trzema doradcami jestem umowina ,z dwoma przeszlam szybka wstepna rozmowe,ale jak sie okazuje temat latwy nie jest, a poza tym najistotniejsze rzeczy sa napisane najmniejszym drukiem...no i ciezko to sie czyta ciezko.Poza tym to co wczesniej wygladalo na "lazurowy blekit"(jest takie cos?)polisy na zycie...teraz okazuje sie szarym granatem ...bo generalnie odradzam umieranie z polisa czy bez ,bo mozna nie zasnac wiekuiscie -spokojnie...

Fajnego dnia i weekendu wszystkim ...
J.x

Thursday, 14 August 2014

Wielkie krople przedawnionego sentymentu,spływaly jej po ciepłych ,bladych policzkach .

Jedna kula za druga formowały sie z nieuleczalną precyzja.

Szalejąca niemoc trzymała sie kurczowo każdej jej mysli,niczym pasożyt swej ofiary .

Głęboki oddech wyrywał sie z ledwo slyszalnych płuc .

Jej emocjami kołysały leniwie wygięte konary zycia,a płacz brzmiał niczym śpiewający ogród .

Saturday, 14 June 2014

Pogoda                
Pogoda oparła sie na sznurku z praniem
Potrzasnela nim i zamarła 
Następnie usiadła na krzesełku,
Aby za chwile,na stole pozostawić krople wczorajszego deszczu...

Wiatr przeszył ją zapachem róż,
A następnie otulił ciepłymi promieniami słońca ...
Pogoda kaprysila,poszarzala...

Miarowym rytmem zegara zmieniała humor,
Rano szarością zaiskrzyla,
Popołudniu uśmiechem malowala słoneczne szkice,
Wieczorem w jej resztkach kąpały sie komary.

Uparta!Kazdego dnia inna,
Czasami kłęby deszczu ciężaru puchowych poduszek,
Lądowały nam na głowach,
Leniwie spływając po włosach...
Innym razem strzały promieni słonecznych...
Drażniły skore do czerwoności ...

Wczoraj mnie zaskoczyła,
Pokruszyła promienie słońca i rozsiała po niebie...
Czekałam na"haczyk"...na jej kolejny humor...
Zignorowała moj niepokój,

Leniwie rozłożyła sie na sofie tegorocznego lata ...

Monday, 19 May 2014

Rozprawa lenia

Rozmowa z kwiatem

ONA-dlaczego wstawiony do wody,nie rozwinąles swoich pieknych pąkow...?

ON-dlaczego myslalas,ze zmienie sie dla ciebie w odrobinie wody,do ktorej mnie wstawilas?

ONA-obecali,ze bedziesz piekny...

ON-obiecali,ze nie zwiedne w przeciagu 7 dni...ciagle zyje...

ONA-nie widze kolorow...

ON-nie rob cyrku...
By JR

Tadam!...i znowu pisze...albo znikam ,albo jest mnie zbyt wiele!
Stracilam mase czasu...mimo ogromnych wyrzutow sumienia,zrobilam NIC.Ogladalam TV,szperalam w komputerze,gazete wzielam do reki tylko dlatego,ze lezala na podlodze po wczorajszym malowaniu...nie zebym swiadomie ja przejrzala,o nie!Swiadomosc tracenia czasu jest straszna,budza sie w nas te wszystkie glosy -poczytaj,popisz,pocwicz...nienawidze tych slow zaczynajacych sie na "PO"czasami...,bo bywaja i te mile =)Po dniu "straconym"wstajesz z sofy idziesz do ogrodu i kreci ci sie w glowie od swiezego powietrza zaciągnietego przed chwila...wowczas glos po raz kolejny mowi,a nie mowilem!Zastanawiam sie skad to sie bierze,ta nasza niedoskonalosc i doskonaly glos ,ktory nas motywuje wielokrotnie bez sukcesu...oby zachorowal!!!=)

Zbliza sie Dzien Matki...i tu zawsze mam maly problem,bo od dziecka bylam kosmopolitycznym bywalcem wielu srodowisk,ktore mnie uformowaly,rozbestwily,zepsuly i zahartowaly.Fakt faktem,ze tylko jedna osoba mnie urodzila...,ta co wychowala i uksztaltowala juz odeszla...Nie jestesmy wieczni,ale nasze uczucia bywaja...Przez krotka chwile naszej mlodzienczej  egzystencji nie zastanawiamy sie na dluzsza mete nad tym co najwazniejsze...ale jak sie glebiej zanurzyc to milosc,bliskosc,przyjazn i radosc ,ktora dajemy i odbieramy sa najwazniejsze...,ale bywa ,ze nie dostajemy tego od tej osoby nr.1 w naszym zyciu...Musze jeszcze nad tym pomyslec...swiadomie przekierowac mozg na to co wlasciwe w takiej sytuacji.

Nie chce,aby moje zrodelko szczescia  i optymizmu wyschlo...=)

Fajnego tygodnia zycze...
J.









Thursday, 15 May 2014

Krotko...

Dawno tu nie zagladalam,wiec zacznijmy od pogody ,ktora jest piekna...rano budza mnie radosne rozmowy ptakow i zapach cieplego,wiosennego powietrza wdzierajacego sie natretnie do mieszkania,jakby chcialo zadomowic sie tu na dobre,a przeciez bylo tu rok temu, o tej samej porze,znalo kazdy kąt,kazdy przedmiot...

Z nowosci to tylko to,ze nabylam 10 miesiecznego kota -a jakze! bez polowy zębow!...Moja glupota znow dala o sobie znac,lecz skad moglam wiedziec,ze zwierzakowi nalezalo spojrzec do pyszczka i looknac co tam piszczy?Nie looknelam ,a Kot mi miauczal 2-3 razy w ciagu jednej nocy...Z pocztaku myslalam ,ze chory,ale zostalo potwierdzone ,ze  chory nie jest,nie byl oprocz tych nieszczesnych zebow,kocia prochnica!!!...byl chory na towarzystwo,kochal towarzystwo.Kiedy go przytulalam,glaskalam,lezalam ,a raczej on lezal blisko mnie byl cichutko,ale kiedy tylko sie oddalalam miauczal...wytrzymalam 16 dni ...po czym Kot na farmie wyladowal...Wiem,wiem...nie popisalam sie,ale w ciagu tych dni zapomnialam co to sen i cisza...do tej pory go slysze...Kolejny raz pokazalam swoja naiwnosc i to,ze mierze innych swoja miara zaufania.

Poza tym Starszy ma mature tutejsza- Living Cert. za niecaly miesiac...wmowil sobie Prawo,ze bedzie je studiowal...coz, jako jego mama, a zarazem wrog nr 1(zaszczytna funkcje pelnie i do tego na pierwszym miejscu sie plasuje w tych dwoch kategoriach)...patrze sie na niego i stukam w czolo...Starszy znak zodiaku - Blizniak- marzyciel ,narcyz i nerwus i dziecko,dla ktorego nie ma rzeczy niemozliwych,straszny indywidualista,kiedy sie tylko urodzil juz byl dorosly...taki typ...wiec 13 sierpnia wiadomo bedzie czy da rade...Po praktyce w tutejszej firmie telekomunikacyjnej Vodafone tylko o tym mowil,ale przeciez wiem ile spedza czasu nad ksiazkami...Tak czy inaczej dziecko mi niby dorasta,bo wielkiej roznicy w jego zachowaniu nie widze...od kiedy skonczyl 13 lat...i odgrazal sie ,ze z domu sie wyprowadza,bo przestalam mu robic drugie sniadanie do szkoly!=)Ale dzieki tym radykalnym cieciom dziecko nauczylo sie sztuki kulinarnej i z glodu mi nie zemrze kiedys,jak do konca obietnice wypelni ...ta wyprowadzkowa...Boze! za mloda jestem na takiego starego syna=)

A ja wzielam sie za siebie jak co roku...maseczki ZerwiStressss,biegi po parku(dzieki nim dowiedzialam sie o masie miesni ,ktore zamieszkuja moje cialo)i dzis nawet do ogrodka wyszarpalam silownie z domu bo przy spiewie ptakow mialo pojsc latwiej...nadmieniam ,ze nie poszlo...tak samo boli,tak samo ciezko trzeba pracowac...no masakra jakas z tym naszym cialem =)

Pozdrawiam wszystkich mocno.
J.





Thursday, 13 February 2014

LutoweRoztopyPrzemysleniowe...

Kiedys ktos powiedzial,ze Najwyzszy pomaga tym,ktorzy sami sobie pomagają...i chyba cos w tym jest.
Szukajac scieżek trafiamy na te wlasciwa...oczywiscie po drodze nierzadko sie"ublocimy,podrapiemy galeziami zycia",ale w koncu trafiamy na To.I teraz co z Tym zrobimy znowu zalezy od nas(czy nie prosciej byloby o Najwyzszy,wybrac za nas?...)No i To co /czego poszukiwalismy ,co wydawalo sie nam naszym przeznaczeniem...zaczyna ciazyc...zaczynamy rozmyslac,czy czasem (moze?)te stare nie jest lepsze od nowego?...bo stare juz znamy,wiemy czego sie po nim (tym starym)spodziewac...choc stare nie spelnia juz naszych oczekiwan,nudzi nas bo ,potrzebujemy czegos co nas ozywi,podniesie ,doda skrzydel...no i dalej wracamy do nowego...znowu nowe jest nowe potrzeba czasu do adaptacji,wdrożenia w tryb codzienny-rutynowy,poznania...boimy sie tego,ale tez intryguje...
No i tak moze byc z praca,partnerem,Ok z dziecmi nie,Boze ! nie chce ich wymieniac i nie dlatego ,ze sa perfekcyjni, bo nie są...,ale jak sobie pomysle znowu o 9 miesiacach taszczenia ich ze mna doslownie wszedzie,poza tym spieszno im na wolnosc nie bylo.no i o ilosciach parowek zjedzonych jak bylam w ciazy z Mlodszym(wiem ,ze sa obrzydliwe,ale wowczas smakowaly jak kawior z jakiegos nieznanego mi ,ale tylko naturze powodu)i tysiace ton czekolady ,ktore pochlonelam ze Starszym... wracanie do formy...nie,nie dzieci niech pozostana=)...
Ale serio wracajac do tematu...czy nie myslicie ,ze rzeczy dzieja sie z jakiegos powodu w naszym zyciu,szczegolnie kiedy nie pozostajemy bierni?Kiedy dazymy do czegos,kiedy poszukujemy samych siebie...tych "kiedy"moze byc tysiace...

A doopa...moze kiedys dojde do sensownej konkluzji...poki co, nie krzykne chwilo trwaj wiecznie!-bo czuje sie zmeczona,w glowie mam mnostwo mysli..."Zet". mowi...,ze to nie jest mozliwe ciagle myslec-a jednak...troche by sie zdziwil...wchodzac do mojego Mozgowia...zresztą  zadziwiam go i tak zbyt czesto...mogloby to podzialac tez w druga strone...lekki sarkazm

Kocham malowac,ale moge to robic kiedy jestem wypoczeta i pozytywnie nastawiona do zycia...z czego podsumowanie:... ide sobie zrobic cud maseczke-ZerwiStress...i kapiel Kleopatry z litra mleka i w dodatku od krowy ,bo kozie nie gosci juz u nas w lodowce od czasu,kiedy Mlodszy przestal byc alergikiem na bialko krowie...