Saturday, 1 February 2014

Z chwili obecnej...

Wybieram sie do Polski 1 marca...
Musze znowu uslyszec cisze,kiedy rano budze sie w pustym domu.Kiedy wolno i leniwie zaczynam dzien,parze kawe...kiedy jedzac sniadanie gapie sie na moje wiejskie klimaty...ciekawe ile choinek mi tej zimy wycieto?-ach na zdrowie ,jesli to byl ktos biedny....Nadszedl ten czas ,kiedy sila przyciagania polskiego wziela gore i nalezy zmienic klimaty.Kobiece instynkty potrzebuja wyzwania na kolejne proby urzadzania domu..wieszanie obrazkow,zaslon,kolejne podejscie...dom jest spory ,wiec sporo czasu jeszcze spedze na tych zabawach typowo damskich...Zaplanowane sa ograniczone odwiedziny znajomych,bo w wiekszosci chce i musze pobyc SAMA!...Pies mi odszedl...troche bedzie dziwnie bez niej tym razem...zawsze zostawala ze mna na noc i w dzien tez...jesli miala ochote...taka moja ochrona,choc bez zebow...nikt o tym nie wiedzial;)...,ale juz jej nie ma...cos sie skonczylo...Wylam dwa dni...twardzielka ze mnie...

Moj syn ten ,ktory trafil mi sie pierwszy ,rozkreca biznes z kolega...ten ich entuzjazm ,moglby mi sie czasami udzielic.Chlopaki cos tworza ,biznes medialny...male kroczki,ale od czegos trzeba zaczac...Dumna jestem ,ze zaczyna myslec,a ze tworczy jest pewnie znajdzie cos swojego...

Mlodszy,zarzyna EKSBOKSA...godzinami...end.

Czy macie tez tak czasami,ze dzien zaczyna sie goowniano...powloczycie nogami do pracy,a to wszystko moze zmienic jeden usmiech,glupie "hi"?Chyba moj Aniol czuwa nade mna w takich dniach i na mojej drodze stawia takich pozytywnych ludzi...dzieki nim i ja lapie bakcyla "milosci"ludzkiej.Marudze dzis  z lekka.



Cos znowu maznelam..cos czeka na dokonczenie...