Saturday, 19 October 2013

Kurtka,wernisaż i orla cien...

Mądra kobieta kupila sobie kurtkę...piekną fioletową z kapturem na tutejsze wiatry i deszcz też.We wtorek dwa dni po zakupie owej pieknej rzeczy postanowila wyjsc na spacer z pieseczkiem o godz.21...ciemnawo bylo,kobieta jednak do strachliwych nie nalezy ,wiec poszła.Szla sobie ,az do momentu kiedy chodnik sie skonczyl (ten niski) i z jakiegos powodu podwyższyl sie nagle.Kobieta wyrżnela jak dluga...Jak to w takich sytuacjach bywa ,na początku szybki obrot glowy czy NIKT nie jest w poblizu i nie daj Boże widział to,mnie... caly incydent...nastepnie nastąpil atak smiechu!No bo jak tak mozna ,w tym wieku,na  prostej (prawie)drodze...Bilans strat-kurtka,ta nowiutka i pachnaca jeszcze pewnie Dieslem rozerwana na samym rekawie...kolano  starte do krwi podobnie jak obie dlonie...=)Wiem,ze jestem zdolna do wielu rzeczy,ale jak  widac nie docenialam siebie.

Nie wiem czy tylko ja tak mam ,ale kiedy mam nowa rzecz musze ja jakos "niechcąco"od razu postarzyc...kiedy zaloze nowe buty deszcz leje sie z nieba...kurtka przetarta i rozerwana.Ok nic mi sie nie stalo...rece i nogi w zasadzie cale!

26 pazdziernika moja znajoma Renata Ledzinska ma wernisaż ,wiec jesli ktos nie ma planow na sobote to zapraszam w jej imieniu... na tej stronie sa wszelkie szczegoly-  https://www.facebook.com/events/500082663421870/?ref_dashboard_filter=upcoming

Kocham jesien tak jak pozostale pory roku,bo w kazdej porze jest cos niezwyklego,nieprawdaz?Teraz kiedy słonko swieci czlowiek docenia kazdy promyk,kiedy pada deszcz,a krople z hukiem roztrzaskuja sie o parasolke jest okazja do kubka goracego kakao lub czekolady-takie male grzeszki z okazji chlodu...Lubie przemarznieta wracac do domu,wowczas docenia sie cieplo domowe,dach nad glowa i ten nawet slabo dochadzący promyk z lamki...to fajna okazja do czytania pod kocem...chyba zamarzyl mi sie chlod.

Ale poki co mamy okolo 16 st...wiec do takich ekscesow daleko =)